Menu
Michał Siudak

Michał Siudak

URL strony:

Ukraina - wybory 2014

Już w najbliższą niedzielę odbędą się, chyba najważniejsze w historii młodego państwa ukraińskiego, wybory prezydenckie.

Najpoważniejszym kandydatem na najważniejszy urząd w państwie jest Piotr Poroszenko. Według niektórych sondaży może liczyć nawet na 40% głosów wyborców.

Piotr Poroszenko, z wykształcenia doktor nauka prawnych, jest weteranem ukraińskiej polityki: deputowany 3., 4., 5. i 7 kadencji Rady Najwyższej, minister rozwoju ekonomicznego i handlu Ukrainy, minister spraw zagranicznych i członek Rady Narodowego Banku Ukrainy oraz sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego. W przeszłości członek politbiura Socjaldemokratycznej Partii Ukrainy i założyciel partii „Solidarność". Ugrupowanie to współtworzyło Partię Regionów, której Piotr Poroszenko został wiceprzewodniczącym. W 2001 roku „Solidarność" opuściła Partię Regionów i weszła do bloku wyborczego Wiktora Juszczenki. Piotr Poroszenko został nawet ojcem chrzestnym dwóch córek byłego prezydenta Ukrainy. W 2004 roku współtworzył kolejną partię „Nasza Ukraina".

W dawnych czasach ojciec Piotra, Aleksy Iwanowicz, należał do sowieckiej elity partyjno – biznesowej. W 1985 roku trafił do więzienia „za rozkradanie majątku państwowego w wielkim rozmiarze." Najprawdopodobniej pieniądze zdobyte w tym okresie stały się podstawą dzisiejszego czekoladowego imperium Poroszenków.

Piotr Poroszenko zajmuje siedemnaste miejsce na liście najbogatszych Ukraińców. Forbes Izrael umieścił go na sto trzydziestym miejscu listy najbogatszych Żydów świata. Rinat Achmetow jest w tym zestawieniu czterdziesty dziewiąty, a Wiktor Pinczuk – dziewięćdziesiąty szósty.
Nad Dnieprem mówi się otwarcie, że Piotr Poroszenko był jednym z głównych sponsorów kijowskiego majdanu. Prawdopodobnie wydał na ten cel ok. sto milionów dolarów.

Drugim najpoważniejszym kandydatem na urząd prezydenta Ukrainy jest Julia Tymoszenko. Może liczyć na ok. 8 - 10% głosów. Lady J – jak nazywają byłą premier Ukrainy jej zwolennicy – na początku lat 90 – tych, wraz z mężem Aleksandrem, zaczynała karierę biznesową od wypożyczalni kaset video dla dorosłych. Ale już w 1995 roku została prezesem zarejestrowanej w Londynie spółki United Energy System. Gdy stała na czele firmy, dług Ukrainy wobec Rosji za gaz (podkradany z rury, przynajmniej tak twierdzą znawcy tematyki ukraińskiej, m.in. dziennikarze Wiesław Romanowski i Marcin Wojciechowski) urósł do kwoty 1,4 mld. dolarów. Warto zauważyć, że mąż obecnej kandydatki na urząd prezydenta pracował za sowieckich czasów w centralach handlu zagranicznego, które – nie tylko na Ukrainie, ale w całym tzw. bloku wschodnim - były związane ze służbami specjalnymi. Rzucałoby to pewien snop światła na błyskotliwą karierę małżeństwa Tymoszenków, które wypożyczając pirackie kasety dorobiło się majątku i koneksji pozwalających im brać udział w operacjach prywatyzacji energetycznych przemysłów strategicznych, w czasach sowieckich całkowicie zdominowanych przez funkcjonariuszy i agenturę KGB i GRU.

Analitycy wydają się być zaskoczeni niskimi notowaniami Julii Tymoszenko. Jednak ukraińska ulica ma już dość drobnych kłamstewek i dużych kłamstw byłej pani premier. Ukraińcy wiedzą, że Lady J została ona skazana w procesie pokazowym, ale na podstawie twardych dowodów świadczących o jej polityczno – biznesowej nieuczciwości.

Wysokie notowania, bo aż 8-11%, ma Sergiusz Tyhipko. To weteran ukraińskiej sceny politycznej. Były prezes Narodowego Banku Ukrainy, który wsławił się dodrukiem pustego pieniądza oraz szef kampanii wyborczej byłego prezydenta Wiktora Janukowycza. Zamyka pierwszą trzydziestkę rankingu najbogatszych Ukraińców. Nieoficjalnie mówi się, że jest związany z organizacją Chabad Lubawicz.
Spośród kandydatów na urząd prezydenta Ukrainy warto wymienić lekarkę i socjalistkę Olgę Bohomolec (ok. 4%), która zasłynęła ze stwierdzenia, że na majdanie do berkutowców i bojowników strzelano z tej samej broni.

Z ramienia Komunistycznej Partii Ukrainy kandyduje, obecny w ukraińskiej polityce „prawie od zawsze", Piotr Symonenko (ok. 4%). Jak na komunistę i żarliwego obrońcę proletariatu przystało, posiada m. inn. pałac pod Kijowem wart grube miliony dolarów.

Tak zwane „siły prawicowe" reprezentuje Dymitr Jarosz (ok. 1%), lider tzw. „Prawego Sektora". O panu Jaroszu wiemy bardzo niewiele. Rosjanie utrzymują, że na początku lat 90-tych walczył w Czeczenii po stronie bojowników. W Internecie można posłuchać jego rozmowę z Olegiem Tiahnybokiem w której zapowiada, że Polakom „urządzi drugi Katyń". Jak podał w oświadczeniu na użytek państwowej komisji wyborczej - „tymczasowo nie pracuje".

Warto podkreślić, że tzw. „Prawy Sektor" składa się z partii i partyjek o charakterze narodowo – socjalistycznym, których patronem ideowym mógłby być sam Benito Mussolini. Wokół ugrupowania skupiają się dość popularne na Ukrainie tzw. „czarne" ruchy neopogańskie. Zwolennicy Jarosza bardzo chętnie paradują się w strojach wojskowych, odwołują się do wojskowej dyscypliny, dążą do stworzenia potężnego i zmilitaryzowanego aparatu państwowego, co doprawdy niewiele ma wspólnego prawicowymi ideałami.
Drugim kandydatem „ukraińskich prawych" na urząd prezydenta kraju jest znany w Polsce Oleg Tiahnybok (ok. 2- 3%). Przeciwnicy polityczni nazywają go „Furerem". Chętnie odwołuje się do ukraińskich tradycji patriotycznych, walki ze Związkiem Sowieckim i rodzinnej martyrologii. Wyrastał jednak pod ciepłymi skrzydłami ulubieńca władzy komunistycznej. Tato pana Olega był lekarzem sowieckiej reprezentacji bokserskiej – nakręcono o nim nawet krótki film – reportaż, który jest dostępny w dostępny w Internecie. Ojciec Olega Tiahnyboka podróżował z rosyjską bokserską zborną po całym świecie. Warto podkreślić, że zagraniczny paszport w czasach sowieckiej Ukrainy otrzymywali jedynie zaufani ludzie systemu, którzy po powrocie do ojczyzny proletariatu musieli poinformować władzę o nastrojach panujących w obozie kapitalistycznym.

Oleg Tiahnybok jest absolwentem wydziału lekarskiego i wydziału prawa. Na głosy poparcia może liczyć niemalże tylko i wyłącznie w Galicji. Jego partia „Swoboda" zyskała miano organizacji radykalnej nie tylko dlatego, że powołuje się na myśl polityczną Stepana Bandery. Domagała się sprawdzenia prawidłowości procesu prywatyzacji ukraińskiego majątku narodowego i trybu upaństwowienia sektora paliwowego na Ukrainie.

„Swobodę" - która znalazła się na piątym miejscu listy Szymona Wisenthala za to, że domagała się ujawnienia, kto z ważnych Ukraińców posiada obywatelstwo Izraela - sponsorują Igor Kołomyjski, obecny „Książę na Dniepropietrowsku", związany z Chabad Lubawicz oraz Wiktor Pinczuk, filantrop pochodzenia żydowskiego i zięć byłego prezydenta Leonida Kuczmy.

Na urząd prezydenta kandyduje także pułkownik rezerwy Anatol Hrycenko. W czasach sowieckich zatrudniony jako wykładowca w kijowskiej Wyższej Inżynieryjnej Szkole Wojskowej, były przewodniczący Komitetu Rady Najwyższej ds. Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy, minister obrony Ukrainy (w tym w rządzie Wiktora Janukowycza). We wczesnych latach 90-tych szkolił się na kursach i uczelniach wojskowych USA. Może liczyć na ok. 3-6% głosów wyborców.

Z ramienia Partii Regionów kandyduje Pan Michał Markowicz Mojżeszowicz Dobkin. To były deputowany Rady Najwyższej i mer miasta Charkowa. W samej partii nie było jednak jednomyślności wobec kandydatury Dobkina – część członków uważała, że psuje on wizerunek partii. Michał Markowicz znany jest bowiem ze swoich bliskich kontaktów z obecnym merem miasta Charkowa - Giennadijem Adolfowiczem Łazarowiczem Kernesem. Kernes posiada bardzo bogatą przeszłość kryminalną – w ukraińskim środowisku więziennym znany jest jako „Gepa".

Prezydentem Ukrainy chciałby zostać także Wadym Rabinowycz. Ten jednak nie jest notowany w żadnych przedwyborczych sondażach. Zapewne z względu na swój bujny życiorys. Magnat prasowy i filantrop, w młodości członek Komsomołu, wykluczony z szeregów młodych komunistów za „niemoralne zachowanie". Wykształcenie niepełne wyższe. W 1980 roku został oskarżony „o kradzież majątku państwowego w wielkich rozmiarach". Sprawę zamknięto po osobistej interwencji Prokuratora Generalnego Związku Sowieckiego Romana Rudenki. Coś jednak musiało być na rzeczy, bo w 1984 roku został skazany za zuchwałe złodziejstwo na 14 lat kolonii karnej (zwolniony w 1991 roku). W 1994 roku zakazano mu wjazdu do USA, gdyż był podejrzewany o związki z rosyjską mafią. W 1999 roku Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zabroniła Rabinowyczowi wjazdu na terytorium Ukrainy na okres 5 lat ze względu na jego działalność „zagrażającą bezpieczeństwu ekonomicznemu kraju". Zakaz został jednak cofnięty po interwencji Światowego Kongresu Żydów. Rabinowycz słynął na Ukrainie przede wszystkim z procesów sądowych, które wytaczał ukraińskim prawdziwym i wydumanym antysemitom. Sponsorował quasi – naukowe portale internetowe mające tropić antysemityzm w literaturze ukraińskiej – np. w twórczości ukraińskiego wieszcza narodowego Tarasa Szewczenki czy ukraińskiej pieśni ludowej. Sadził się m.in. z prof. Wasylem Jaremenko, wybitnym ukraińskim literaturoznawcą i Międzynarodową Akademią Zarządzania Personelem w Kijowie. Na szczęście kilkanaście dni temu żydowskie organizacje na Ukrainie stwierdziły, że państwo nad Dnieprem jest wolne od antysemityzmu.

Najbardziej wyrazistym kandydatem na urząd prezydenta Ukrainy jest zupełnie nieznany w Polsce pan Oleg Laszko. Przywódca Ukraińskiej Partii Radykalnej, jedyny wśród kandydatów zwolennik lustracji, doskonały i niezwykle inteligentny mówca. Ukraiński Nigel Farage. Może liczyć na ok. 3-5% głosów.


***


Już 25 maja okaże się, kto zostanie – lub będzie miał szansę zostać prezydentem Ukrainy.
Ale czy przyszły prezydent obejmie władzę we wszystkich regionach kraju? Czy zdoła zadbać o narodowy i ekonomiczny interes Ukrainy w trudnych czasach, gdy los państwa nad Dnieprem rozstrzyga się w Waszyngtonie, Berlinie, Moskwie, słowem wszędzie, tylko nie w Kijowie? Czy zahamuje procesy dezintegracyjne, spróbuje ukrócić wszechobecną oligarchię i oddzielić świat polityki od biznesu..? Skoro nawet w demokratycznych krajach europejskich, nie wyłączając USA, nie wiadomo, gdzie kończy się biznes, a zaczyna wielka polityka...

Czytaj dalej...

Co z tą Rosją?

Rozwój wydarzeń na Ukrainie skłania do bardzo smutnych wniosków.
Szczególnym niepokojem napawa mnie ton wypowiedzi naszych polityków, publicystów i ekspertów odnośnie sytuacji na Ukrainie. Niektórzy szykują się na wojnę, z Rosją oczywiście, inni tropią agentów rosyjskich w polskich mediach, są też i tacy, którzy mają nadzieję, że Włodzimierz Putin przywoła do porządku banderowską Ukrainę, a potem, jak rycerz na białym koniu, uleczy zgniły Zachód od liberalizmu, genderu i pederastów.
Poprzez „polskie interesy" należy rozumieć pozycje państwa polskiego w Europie i świecie. Osobiście uważam, że polskie interesy w odróżnieniu od spraw ustrojowych – winny być rozpatrywane w perspektywie ponadpartyjnej i oceniane kategoriami ściśle pragmatycznymi – pisał w 1966 roku publicysta emigracyjny Juliusz Mieroszewski.
Cóż, jak pokazują wypadki bieżące, myślenie pragmatyczne nie jest mocną stroną Polaków.
Realia są następujące:
1. W Okręgu Kaliningradzkim stacjonuje 250. 000 tys. doskonale uzbrojonej armii moskiewskiej, co razem z białoruskimi aliantami Rosjan daje okrągłą sumę 340 tys. żołnierzy bezpośrednio u polskich granic. Polska armia liczy 80. tys. słabo uzbrojonego wojska i nikt tak naprawdę nie ma pojęcia ilu żołnierzy udałoby się powołać z pospolitego ruszenia, dlatego że nie wiadomo ilu młodych mężczyzn wyjechało w poszukiwaniu pracy za granicę. 30 – 40 letni mężczyźni nie mają zielonego pojęcia o posługiwaniu się bronią – pospolite ruszenie okazałoby się w dzisiejszych warunkach bezużyteczną czernią i mięsem armatnim. Ewentualna wojna z Rosją byłaby gwoździem do trumny dla polskiej demografii.
2. Polska gospodarka (a może raczej to, co po niej zostało) potrzebuje możliwie najtańszych źródeł energii: ropy, gazu, rudy żelaza, itp. Rosja zajmuje pierwsze miejsce na świecie w wydobyciu i eksporcie gazu ziemnego, zasobach i wielkości eksportu diamentów; zasobów naturalnych węgla; cyny, cynku, tytanu, niobu, srebra oraz pierwsze wg stopy wzrostu liczby dolarowych miliarderów i 2 w ilości dolarowych miliarderów (zaraz po USA). Leży stosunkowo blisko, bliżej niż Katar, skąd podobno mamy importować gaz i ropę. Wysokie ceny surowca + wysokie europejskie podatki = wysoka emigracja, tzn. gwóźdź do trumny dla polskiej demografii.
3. Unia Europejska – socjalna, zasiłkowa i zadłużona - jest w kieszeni tzw. rynków finansowych i rosyjskich oligarchów. Ogłoszone właśnie „sankcje" wobec obywateli Federacji Rosyjskiej i Ukrainy to „śmiech na sali". Tajemnicą poliszynela jest fakt, że w FR i Ukrainie bardzo bogaci i wpływowi ludzie posiadają więcej niż jeden paszport. Bez wkładu finansowego rosyjskich biznesmenów nawet europejskie zawody piłki kopanej stanęłyby pod poważnym znakiem zapytania. Przemysł niemiecki rozwija się doskonale dzięki rosyjskim dostawom tanich surowców mineralnych, bez których nie obędzie się żadna poważna gospodarka. Nikt w Europie nie zaryzykuje wojny z Rosją, może oprócz Polaków.
4. W rozgrywce o Ukrainę wcale nie chodzi demokratyczną i obywatelską ukraińską państwowość. Zapewne chodzi o: wciągnięcie Ukrainy w pułapkę kredytową pod zastaw złota, ziemi lub bogactw naturalnych; kąsanie Rosji przez narody Europy Środkowowschodniej w imię interesów międzynarodowych rynków finansowych i homoseksualnego lobby, wciągniecie Rosji w konflikt militarny i polityczny w Europie Środkowo – Wschodniej i w rezultacie odciągnięcie uwagi Kremla od Bliskiego Wschodu, Chin, Indii, Syrii, Iranu i Pacyfiku, gdzie są prawdziwe pieniądze i rozstrzygają się losy świata. A może nawet Czarnego Lądu, gdzie rosyjscy kopacze na skalę przemysłową poszukują złota i diamentów.
5. Gdyby Rosjanie wkroczyli na terytorium RP – mielibyśmy powtórkę z rozrywki 1939 roku – wezwania do pokoju i obietnice pomocy.
6. Rosjanie w oparciu o surowce naturalne i wpływy polityczne dążą do zbudowania własnego nowego porządku świata.
Polska poparła „rewolucję" na Majdanie – jednak za zwycięstwo demokracji w Kijowie trzeba będzie teraz zapłacić słony rachunek. Można tylko nieśmiało zapytać, czy naprawdę w polskim interesie leżało jednoznacznie zaangażowanie się w sprawy Ukrainy? Gdyby chodziło o pragmatyczny polski interes, polscy politycy powinni byli dołożyć wszelkich starań, aby uspokajać nastroje rewolucyjne nad Dnieprem i nawoływać strony do rozwiązania konfliktu politycznego przy stole, tym bardziej, że wybory prezydenckie w tym kraju miały się odbyć za półtora roku. Wskutek popieranej przez Polaków „rewolucji", Ukraina bezpowrotnie (tak sądzę) utraciła Krym, a integralność terytorialna tego kraju stoi pod poważnym znakiem zapytania. U swoich granic mamy państwo zdestabilizowane, zbankrutowane, pogrążone w chaosie i podzielone.
Polscy politycy, dziennikarze i komentatorzy powołują się chętnie na spuściznę śp. Jerzego Giedroycia. Tyle że, powoływać się, a rozumieć - to dwie różne sprawy. Redaktor paryskiej „Kultury" słusznie twierdził, że o przyszłości Polski w Europie rozstrzygnie jakość stosunków polsko – rosyjskich. A te – jak widać są dzisiaj tragiczne.
Czytając polskich publicystów można dojść do wniosku, że lada dzień wyprawi się na Rosję armia jasnej strony mocy, która pokona siły ciemności we wstępnym bezkrwawym boju pod Kijowem.
Niestety czeka nas afrykański pomór świń - jako delikatna przygrywka do przyszłych stosunków polsko – rosyjskich. Ile Polek i Polaków wyjedzie za kordon w wyniku wojny gospodarczej rosyjsko – polskiej wywołanej przez międzynarodowych graczy na szachownicy świata, nikt nawet nie liczy. Tylko pod koniec tego roku szkolnego w województwie śląskim zostanie zlikwidowanych ponad 60 szkół – ale przecież nikt nie żałuję szkół, gdy pada Krym.

Czytaj dalej...

Dokąd zmierza Ukraina?

Konflikt na Ukrainie wydaje się powoli przycichać, więc pora zadać kilka trudnych pytań dotyczących przyszłość tego państwa.
Wbrew temu co piszą i twierdzą pod wpływem silnych emocji polscy komentatorzy, zła sytuacja społeczna i polityczna na Ukrainie nie ulegnie poprawie.

Po pierwsze – nad Dnieprem nie ma elity myślącej w kategoriach państwowych. Arseniusz Jaceniuk – jeden z przyszywanych liderów majdanu – to osoba bez charyzmy, która swój ogromny majątek zdobyła w wyniku machinacji przy ukraińskiej prywatyzacji. Witalis Kliczko jeszcze kilka lat temu na pytanie dziennikarza jakiej jest narodowości, odpowiedział, że jest profesjonalistą. Do dzisiaj nie nauczył się języka ukraińskiego. Pochodzi z rodziny związanej ze służbami mundurowymi i dyplomacją, a jego powiązania z RFN wydają się być co najmniej niejasne. Wczytując się w program partii UDAR można prognozować, że jako prezydent Ukrainy będzie promował legalizację tzw. związków jednopłciowych, feminizmu oraz innych ideologii post marksistowskich. Julia Tymoszenko, której przemówienie na kijowskim placu, mówiąc delikatnie, nie wzbudziło entuzjazmu tłumu, podobnie jak Jaceniuk, zgromadziła swój olbrzymi majątek w niejasnych okolicznościach. Do legendy przeszły jej szemrane interesy z rosyjskimi generałami, których czarowała noszonymi wówczas krótkimi skórzanymi spódniczkami przed kolano.

Jedną z niewielu postaci spoza układu polityczno – biznesowego jest Oleh Tiahnybok, przewodniczący partii Swoboda. W Polsce jest określany mianem banderowca i faszysty. Pan Tiahnybok pochodzi z rodziny wybitnych duchownych grecko – katolickich, członkami jego rodziny byli ojciec Mikołaj Cegielski i Oleg Łysko, wyniesieni do godności ołtarza przez Jana Pawła II w czasie pielgrzymki na Ukrainę. Jego ostre i stanowcze wypowiedzi na temat homoseksualizmu i feminizmu spotkały się wielokrotnie z ostrą krytyką w niemieckiej prasie. Jako prezydent z pewnością opowiadałby się za silną, świadomą swoich chrześcijańskich korzeni Ukrainą. Na wybór nie ma żadnych szans, ponieważ nigdy nie uzyska poparcia ukraińskich oligarchów kontrolujących niemalże cały rynek medialny na Ukrainie. Zapowiadał bowiem wielokrotnie, że po dojściu do władzy skontroluje prawidłowość przebiegu tzw. prywatyzacji, co oczywiście musiałoby wpłynąć na stan posiadania ukraińskiej magnaterii.
Ale brak elit, to nie jedyny problem Ukrainy. Trudno nie zgodzić się z komentarzami rosyjskich politologów, którzy twierdzą, że nad Dnieprem jest naród ale nie ma państwa.

Obserwując obrazy z Kijowa i innych miast Ukrainy, trudno oprzeć się wrażeniu, że tak właśnie przed wiekami wyglądała Sicz Zaporoska, a przed laty niby państwo anarchisty Nestora Machny. Wybitni ukraińscy myśliciele, m. inn. Wiaczesław Lipiński, przestrzegali, że największym przekleństwem Ukraińców jest ich skłonność do anarchii. Przyglądając się Ukrainie bez balastu emocji, można śmiało stwierdzić, że taki rozwój wypadków byłby niemożliwy w żadnym państwie o ugruntowanym systemie demokratycznym. Nigdy na majdan nie pozwoliłyby sobie takie miasta jak Berlin, Paryż, Nowy York czy Londyn...Wystarczy spojrzeć jak władze Nowego Yorku zareagowały na ruch „Okupuj Wall Street". Pokojowy piknik młodych ludzi, bez kasków, tarcz i koktajli Mołotowa, został spacyfikowany przez siły porządkowe na mocy decyzji władz miasta! A na Ukrainie przez brak zmysłu państwowego po jednej i drugiej stronie majdanu, pazerność opozycji, paraliż decyzyjny organów państwa, pozbawionego charyzmy i walorów intelektualnych prezydenta Janukowycza – figuranta w rękach oligarchów oraz arogancję władzy (i najprawdopodobniej wpływu czynników spoza Ukrainy) doszło do masakry, która podzieliła Ukraińców. Ukraina, zlepiona z prozachodniej grecko – katolickiej Galicji, prawosławnego Wołynia, centrum poszukującego swojej tożsamości, prorosyjskiego wschodu i Krymu, który przez wieki był bardziej tatarski i rosyjski niż ukraiński, starało się budować nową, wspólną tożsamość.
Dzisiaj pracę trzeba zaczynać od nowa.

Jak zarządzać państwem Ukraińskim? Czy każda nowa władza będzie wybierana i konsultowana z Majdanem; czy politycy będą klękać przed ludem, a służby mundurowe zamiast pilnować porządku i ładu publicznego bratać się z demonstrantami i prosić o wybaczenie, tym bardziej, że przyszłą władzę będą czekać kolejne (i to niejedne) wybuchy protestu niezadowolonych Ukraińców? Ukraina znajduje się między Niemcami i Rosją – państwami, jak twierdził Feliks Koneczny cywilizacji bizantyńskiej – gdzie państwo jest niemalże Bogiem. Ukraina, która pokazała światu swoje turańskie oblicze, będzie wobec ich ambicji politycznych i ekonomicznych bezbronna.

Nową władzę kijowska, reprezentującą zbankrutowane państwo, czekają negocjacje z Międzynarodowym Funduszem Walutowym – a ten, nie jest organizacją filantropijną. Znając kompetencje ukraińskiej elity można przypuszczać, że umowa z MFW (który niedawno dostał od Wiktora Janukowycza czarną polewkę) będzie bardzo korzystna, oczywiście dla międzynarodowych finansistów, którzy ostrzą sobie zęby, m. in. na ukraiński czarnoziem. Ukraina wpadnie w pułapkę kredytową jak Grecja, Portugalia, Hiszpania czy Polska.
Jak wtedy będzie wyglądał Majdan?

Czytaj dalej...

Patriarchat Moskiewski na Majdanie

Jaką rolę w politycznym konflikcie na Ukrainie może odegrać Ukraińska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego? Sądzi się przecież powszechnie w polskich mediach, że jest ona polityczną reprezentantką imperialnych interesów Kremla na Ukrainie.
Wysocy hierarchowie cerkiewni zajęli w toczącym się konflikcie postawę wyczekującą i zabronili duchownym oficjalnego zaangażowania w wydarzenia polityczne. Na oficjalnych stronach internetowych Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego czytamy informacje dotyczące sytuacji na „Euromajdanie". Jednak w umieszczonych tam wypowiedziach dostojnicy cerkiewni, jak tylko mogą, unikają tematyki politycznej. Np. Metropolita Winnicki i Barski Symeon wzywa do modlitwy i rozwiązania konfliktu w duchu Ewangelii, przypomina, że Ukraina jest państwem chrześcijańskim oraz przestrzega przed eskalacją konfliktu. „Wszyscy uczestnicy konfliktu powinni znaleźć w sobie mądrość, żeby wspólnymi siłami wyjść z sytuacji kryzysowej" – apeluje ukraiński hierarcha.

Metropolita Boryspolski i Browarski Antoni uważa, że najważniejszym zadaniem stojącym przed Cerkwią i Ukraińcami jest zachowanie pokoju w państwie, unikanie rozwiązań siłowych i niedopuszczenie do przelewu krwi. Antoni podkreśla, że pierwszy raz w historii niepodległej Ukrainy, w wyniku walki politycznej, polała się krew i zginęli ludzie. Społeczeństwo ukraińskie powinno zrozumieć, gdzie leży granica, której nie można przekroczyć.
Czy Ukraina powinna wejść do struktur UE? Metropolita Antoni uważa, że musi się odbyć nad Dnieprem szeroka debata społeczna, gdzie wzięto by pod uwagę argumenty wszystkich stron sporu politycznego. Taka dyskusja nie powinna się jednak przerodzić w otwarty konflikt i wrogość, które mogłyby zagrozić naruszeniu pokoju i porządku publicznego.

W wypowiedziach hierarchów nie padają żadne nazwiska polityków i partii politycznych, żadne wiążące deklaracje. A przecież mogłoby się wydawać, że za hierarchami Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego stoi Cerkiew Rosyjska i kremlowscy urzędnicy. Z pewnością tak... - ale Patriarchat Moskiewski nie jest, nie chce i nie może być stroną konfliktu politycznego na Ukrainie.

Polscy komentatorzy, ulegając - moim skromnym zdaniem - antyrosyjskim fobiom, przeceniają zwykle znacznie i rolę UCP Patriarchatu Moskiewskiego w realiach religijno - politycznych na Ukrainie. Przynależność do Patriarchatu Moskiewskiego deklaruje jedynie ok. 11% Ukraińców z najbardziej zsekularyzowanych wschodnich regionów Ukrainy. W ciągu ostatnich 24 lat, mijających od obalenia komunizmu, Cerkiew Prawosławna skupiała się przede wszystkim na działalności ewangelizacyjnej, będącej gwarantem jej dalszego istnienia na tych terenach. A warto zauważyć, że wschodnia Ukraina była najdłużej poddawana planowej ateizacji, stąd w miastach liczących kilka lub nawet kilkanaście tysięcy mieszkańców (np. Charków), aż do czasów odzyskania niepodległości przez Ukrainę, nie było żadnej świątyni prawosławnej.
Patriarchat Moskiewski był postrzegany na centralnych i zachodnich ziemiach ukraińskich jako forpoczta moskiewskiego imperializmu. Dzisiaj unika zaangażowania politycznego i popierania stron konfliktu politycznego jak ognia, bo boi się oskarżeń o rosyjską agenturalność. UCP Patriarchatu Moskiewskiego funkcjonuje na Ukrainie w próżni politycznej. Owszem, terenem działania Patriarchatu Moskiewskiego jest przede wszystkim Wschodnia (niebieska) Ukraina, lecz wielkim błędem byłoby utożsamianie partii Wiktora Janukowycza z „moskiewską" cerkwią. Na wschodniej Ukrainie, oprócz wypadków jednostkowych, nie doszło do sojuszy władzy świeckiej i duchownej. Tajemnicą poliszynela jest bowiem to, że przytłaczająca większość oligarchów ukraińskich, popierających obecnego prezydenta i Partię Regionów, ma żydowskie korzenie (m.in. Rinat Achmetow, wg. Forbes Israel 49 na liście najbogatszych Żydów świata, Igor Kołomojski i Giennadij Bogoliubow, założyciele Europejskiego Parlamentu Żydowskiego, Serhij Tyhipko - były preses NBU, Wiktor Medwedczuk czy Aleksander Jarosławski). Nieprzypadkowo w Dniepropietrowsku powstało największe na świecie centrum żydowskie „Menora", związane z ortodoksyjną organizacją „Chadab Lubawicz", mająca główną siedzibę w Nowym Yorku, do której należy (nie tylko) pierwsza piątka ukraińskiej oligarchii.

Czy władze na Kremlu będą chciały czynnie wykorzystać Ukraińską Cerkiew Prawosławną Patriarchatu Moskiewskiego do rozgrywki o Ukrainę? Osobiście wątpię.
Cerkiew ma do spełnienia przede wszystkim rolę koncyliacyjną. Cokolwiek dobrego i złego wydarzy się na Ukrainie, którakolwiek ze stron konfliktu politycznego odniesie zwycięstwo – hierarchowie nawoływali do pokoju, modlitwy i zgody, zachowując postawę „pozornie" neutralna. Dlaczego „pozornie"?
Nie jest żadną tajemnicą, że Federacja Rosyjska, kierując się rozmaitymi względami oraz strategiami politycznymi, wybrała kurs na wartości chrześcijańskie. Duma Państwowa zakazała propagandy homoseksualnej i awansowała prawosławie niemalże do rangi religii państwowej. Urzędnicy chętnie fotografują się podczas nabożeństw cerkiewnych i dworują sobie w niewybredny sposób z rozwiązań obyczajowych w UE.
Kreml pieczołowicie dba o swój wizerunek. Zyskał wiele na sprawie Snowdena, Wikileaks, wygrał konflikt syryjski, zorganizował olimpiadę, słono opłaca agencje PR pokazujące „nieznaną Rosję".
Federacja Rosyjska stała się obrończynią wartości chrześcijańskich na Bliskim Wschodzie - do Moskwy po ratunek zmierzają hierarchowie kościołów chrześcijańskich z Syrii, Iraku, Iranu, Egiptu i Izraela.
Rosyjska Cerkiew Prawosławna - której częścią jest Cerkiew Ukraińska Patriarchatu Moskiewskiego - stoi na straży wartości ewangelicznych, ma bronić świat chrześcijański przed nawałą europejskiej sekularyzacji i przed lewicową ideologią neo – marksizmu.
Jak ognia unika kwestii politycznych.
Dlaczego? Bo ma parasol ochronny rozciągnięty przez bardzo wpływowego i bogatego opiekuna, który głosi dobrą nowinę taniego gazu, ropy i korzystnych kopalin oraz dba o wszelkie kwestie polityczne.
UCP Patriarchatu Moskiewskiego nie podejmie żadnych nerwowych ruchów politycznych. Będzie dyskretnie czekać na rozwój wypadków, bo w dzisiejszej Ukrainie decyduje się przyszłość współczesnej Europy. Tutaj toczy się gra o duszę Europy Środkowowschodniej i geopolityczny rozkład sił na starym kontynencie w perspektywie najbliższych kilkudziesięciu lat.

Czytaj dalej...

Watykan

Publicystyka

Czy wiesz ...

Encyklopedia

Europa

Społeczeństwo