Menu
Mariusz Sulkowski

Bractwo Muzułmańskie terroryzuje Egipt - katastrofalna polityka UE

Tzw. arabska wiosna, która rozpoczęła się w 2009 r. wydarzeniami w Tunezji szybko rozlała się po całej sunnickiej Afryce Północnej. Dziś wiele wskazuje na to, że nie był to spontaniczny, oddolny ruch przeciwko dyktatorom (takim jak chociażby Kaddafi), ale doskonale zaplanowany, skoordynowany i przeprowadzony plan zdobycia władzy przez fundamentalistyczne Bractwo Muzułmańskie. Pod pozorem odnowy religijnej islamu i zaprowadzenia sprawiedliwości społecznej islamskie bojówki Bractwa Muzułmańskiego brutalnie walczą o rządy dusz w sunnickim świecie. Do tego używają środków, których nie powstydziłby się rasowy machiavellista.

Powstałe w 1928 r. w Egipcie Bractwo Muzułmańskie uznawane jest przez wielu orientalistów i islamistów za jedną z najbardziej niebezpiecznych organizacji na świecie. Podobnie jak i wiele innych organizacji fundamentalistycznych, tak i ta jest wysoce zdeterminowana, aby walczyć z „Zachodem". Jednak to, co ją wyróżnia od innych tego typu ruchów, to przede wszystkim strategia długofalowego działania, stabilne struktury, silne zaplecze intelektualne i potężne wpływy. Bractwo unika działań czysto „pokazowych", mających na celu jedynie demonstracji swojej siły, a każdy ruch na szachownicy władzy jest precyzyjnie obliczany. Niezwykle niebezpieczny jest fakt, że pomimo tego, że istota idei przyświecających Bractwu jest zdecydowanie fundamentalistyczna (oficjalne motto organizacji brzmi: Allah jest naszym celem. Prorok naszym przywódcą. Koran naszym prawem. Dżihad naszą ścieżką. Śmierć na ścieżce Boga jest naszą jedyną nadzieją), to forma ich prezentacji jest już niebywale wyrafinowana i „nowoczesna". I tak np. chociaż Bractwo dąży do wprowadzenia prawa szariatu, to zdołało opanować język liberalizmu, jak i najnowszą „technologię" i „technikę" władzy. I nie chodzi tutaj tylko o perfekcyjne opanowanie takich instrumentów jak Internet i sieci społeczne, które wykorzystywane są do mobilizowana tysięcy sfrustrowanych osób dających się sprowokować do „spontanicznych" protestów. Znacznie bardziej niebezpieczny jest fakt, że Bractwo zdołało przyswoić sobie takie pojęcia jak „demokracja", „wolność", „prawa człowieka" i robi z nich niezwykle skuteczny i precyzyjny użytek w wojnie ideologicznej. Pojęcia te służą Bractwu jako swoiste wytrychy do intelektualnych schematów, którymi operują europejczycy (i zresztą nie tylko oni). Aby przejąć władzę i rząd dusz już nie trzeba – i nie należy! – mówić o zgniłym zachodzie, który należy zniszczyć. Teraz wystarczy używać słów wytrychów. Są one na tyle skuteczne, że zupełnie obezwładniają opinię publiczną państw Europy. Kiedy w 2009 i 2010 r. Europejczycy słyszeli o „spontanicznych walkach o wolność" ludu arabskiego w wojnie z tyranami i dyktatorami, to automatycznie nakładali kalki tego, co już sami znali ze swojej historii – kalkę protestów z 1968 r. w Europie Zachodniej i kalkę walki opozycjonistów Europy Środkowo-Wschodniej z reżimem komunistycznym. Jednak te bardzo proste „europejskie schematy" są zupełnie błędne w odniesieniu do świata islamu i w żaden sposób nie oddają temu, co rzeczywiście dzieje się obecnie w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Próba przeniesienia np. schematu „lud bezbronny i szlachetny walczący z tyranią <zideologizowanej> władzy" w tym wypadku nie tylko nic nie wyjaśnia, ale co więcej – wiele zaciemnia. Po pierwsze Bractwo Muzułmańskie i ich sojusznicy nie reprezentują ludu, a więc wspólnoty utożsamiającej ogół obywateli egipskich, ale jest to konkretna, silnie zideologizowana frakcja tegoż ludu. Bractwo Muzułmańskie reprezentuje najbardziej fundamentalistyczny (aby nie powiedzieć – fanatyczny) odłam sunnickiego islamu, który ma w pogardzie zarówno umiarkowanych sunnitów, muzułmanów wyznających szyizm, jak i 10% mniejszość chrześcijańską w Egipcie (Koptów, potomków rdzennych mieszkańców Egiptu, przeważnie wyznających prawosławie). Próba uczynienia ich „głosem całego narodu" jest nadużyciem i manipulacją, na tyle skuteczną, że tego typu schematy używane są nawet przez unijną dyplomację (co fatalnie świadczy o poziomie eurobiurokracji).

Po drugie, stwierdzenie, że Bractwo Muzułmańskie i ich zwolennicy są „bezbronni i szlachetni" zupełnie rozmija się z tym, czego jesteśmy świadkami w rzeczywistości. Dziesiątki egzekucji, spalonych kościołów, masowe gwałty i brutalne masakry (kilka dni temu sfanatyzowany tłum w Aleksandrii zmasakrował koptyjskiego taksówkarza za to, że miał w samochodzie zawieszony krzyż) nie pozostawiają złudzeń co do prawdziwego charakteru tej organizacji i jej prawdziwych celów. Celem nie jest rzekoma demokracja, ale wprowadzenie islamistycznych rządów w ścisłym tego słowa znaczeniu. Dlatego też nie należy się dziwić, że egipskie instytucje państwowe dały zdecydowany odpór próbom siłowego przejęcia władzy przez Bractwo Muzułmańskie.

W tej perspektywie należy negatywnie ocenić wspólne oświadczenie Przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso i Przewodniczącego Rady Europejskiej Herman Van Rompuya (link) jednostronnie wzywające egipskie władze do „natychmiastowego zaprzestania stosowania przemocy" pod groźbą „zrewidowania stosunków z Egiptem". W tym jednostronnym wezwaniu zdecydowanie brakuje apelu do Bractwa Muzułmańskiego o zakończenie stosowania terroru i przemocy. W konsekwencji tego typu inicjatywy Unii Europejskiej, gdzie potępia się tylko jedną stronę konfliktu - a nabiera się wody w usta wobec przemocy stosowanej przez Bractwo Muzułmańskie – w rzeczywistości wspierają islamskich fundamentalistów na arenie międzynarodowej i legitymizują stosowane przez nich środki terroru i dokonywane mordy. Co gorsza, ta nad wyraz „wstrzemięźliwa" polityka UE wobec Bractwa Muzułmańskiego prowadzona jest od samego początku tzw. arabskiej wiosny. W rezultacie politycy Unii Europejskiej ponoszą współodpowiedzialność za eskalację przemocy w Egipcie.

W takiej sytuacji pozostają „środki oddolne". Pomoc dla egipskich Koptów świadczy m.in. katolicka organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie (pkwp.org), jak i chrześcijańska organizacja Open Doors (opendoors.pl) dzięki którym na bierząco można monitorować sytuację, a także wspomóc finansowo ofiary konfliktu.
Chrześcijanie nie mogą także zapominać o modlitwie w intencji ofiar tego konfliktu.

Portal EuropaChristiana.org jest platformą swobodnej wymiany opinii dziennikarzy oraz czytelników.
Poglądy wyrażone w artykułach publicystycznych są poglądami ich autorów. Osoby mające odrębne zdanie na temat poruszanej problematyki zachęcamy do rzetelnej polemiki na łamach portalu.

Powrót na górę

Watykan

Publicystyka

Czy wiesz ...

Encyklopedia

Europa

Społeczeństwo