Menu

"Ścięgna pokoju" - przemówienie Churchilla w Fulton, 1946 r.

"Ścięgna pokoju" - przemówienie Churchilla w Fulton, 1946 r.

Przemówienie "Ścięgna Pokoju" Winstona Churchilla w Fulton, 5 marca 1946 r.

To własnie w tym przemówieniu Churchill użył określenia "żelazna kurtyna". W przemówieniu tym padają także takie słowa:

Z tego, co widziałem u naszych rosyjskich przyjaciół i sprzymierzeńców z czasów wojny, wiem, że niczego oni tak nie podziwiają jak siła, i niczym tak nie gardzą jak słabość, zwłaszcza słabość militarna.

Cały tekst:

"Cieszę się z przybycia do Westminster College i czuję się zaszczycony tytułem, jaki macie mi tu dziś przyznać. Nazwa "Westminster" jest mi jakoś znajoma. Wydaję mi się, że już ją przedtem słyszałem. W istocie to właśnie w Westminsterze otrzymałem znakomitą część swojej edukacji w zakresie polityki, dialektyki, retoryki, i jednej lub dwóch innych rzeczy. Obaj, w rzeczy samej, uzyskaliśmy wykształcenie na tych samych lub podobnych, w każdym razie pokrewnych podstawach.

Jest też honorem, może prawie unikalnym, dla prywatnego gościa być przedstawionym naukowej widowni przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych. Mimo wielkich ciężarów, obowiązków i zajęć - nie proszony, jednak nie wycofał się, lecz przejechał tysiąc mil, aby uczcić i wzmocnić nasze tu dzisiaj spotkanie, i dać mi sposobność wygłoszenia przemówienia do tego pokrewnego narodu, a także do moich własnych rodaków za oceanem, i ,być może, jakichś też innych krajów. Prezydent powiedział wam, że jest jego życzeniem, a jestem pewny, że i waszym, abym miał pełną swobodę prawdziwej i rzetelnej rady w ten niespokojny i trudny czas. Z pewnością skorzystam z tej wolności, a czuję się tym bardziej do tego uprawniony, że pewne moje osobiste ambicje, które żywiłem za młodu, zostały spełnione, poza moimi najbardziej dzikimi snami, oczywiście. Niech mi jednak będzie wolno wyjaśnić, że nie mam tu jakiejś oficjalnej misji ani tytułu, i mówić będę tylko za siebie. Nie ma tu niczego poza tym, co widzicie. Dlatego mogę pozwolić memu umysłowi, z doświadczeniem całego życia, poruszać się żwawo ponad problemami, które nas dręczą w dzień naszego absolutnego zbrojnego zwycięstwa, i spróbować upewnić się, czy siła jaką zyskaliśmy tyloma ofiarami i cierpieniami będzie zachowane dla przyszłej chwały i bezpieczeństwa ludzkości .

Stany Zjednoczone stoją teraz u szczytu światowej potęgi. To wielka chwila dla amerykańskiej demokracji. Bo z prymatem władzy łączy się strach budząca odpowiedzialność przed przyszłością. Jeśli spojrzycie dookoła siebie, będziecie musieli odczuwać nie tylko ciężar obowiązku, ale też niepokój, żeby nie spaść poniżej poziomu swoich dokonań. Mamy tu teraz okazję, wyraźną i znakomitą dla obu naszych krajów. Jej odrzucenie, zignorowanie lub zmarnowanie przyniesie nam tylko wszystkim długotrwałe po czasie wyrzuty sumienia. Koniecznym jest, żeby stałość umysłu, trwałość celu i wielka prostota decyzji prowadziły i rządziły zachowaniem anglojęzycznych narodów w czas pokoju, jak się to działo podczas wojny. Musimy, i jestem przekonany, że powinniśmy podołać temu surowemu wymaganiu.

Gdy amerykańscy wojskowi znajdują się w poważnym położeniu, zwykli pisać w nagłówkach swoich dyrektyw słowa "ogólna koncepcja strategiczna." Jest w tym mądrość, jako że wprowadza to jasność myśli. Jaka jest tedy owa ogólna koncepcja strategiczna, którą powinniśmy dzisiaj tu wpisać? Przynajmniej bezpieczeństwo i dobrobyt, wolność i postęp dla wszystkich domów i rodzin, wszystkich mężczyzn i kobiet na całej ziemi. I mówię tu w szczególności o niezliczonych domach wiejskich i miejskich, w których pracujący człowiek usiłuje pośród wypadków i trudności życia zabezpieczyć żonę i dzieci przed niedostatkiem i wychowywać rodzinę w bojaźni Bożej lub na etycznych zasadach, które często odgrywają wielką rolę. Aby dać bezpieczeństwo tym niezliczonym domom, trzeba je ochraniać przed dwoma olbrzymimi grabieżcami, wojną i tyranią. Znamy wszyscy straszny zamęt, w jakim zwykła rodzina się pogrąża, kiedy przekleństwo wojny spada na każdego żywiciela rodziny i tych, dla których pracuje i myśli. Straszna ruina Europy, z całą jej uleciałą chwałą, i wielkich połaci Azji razi nasze oczy. Gdy zamysły niegodziwych ludzi albo agresywne popędy potężnych państw rozkładają na dużych obszarach ramy cywilizowanej społeczności, skromny lud musi stawiać czoło trudnościom, z którymi nie może sobie poradzić. Dla nich wszystko jest wypaczone, wszystko rozbite, nawet ziemia w błoto.

Kiedy tu stoję w to spokojne popołudnie, wzdrygam się na myśl o tym, co faktycznie zdarza się teraz milionom, i co może się zdarzyć się w okresie, gdy głód opanuje ziemię. Nikt nie potrafi policzyć tego, co zostało nazwane "nieoszacowaną sumą ludzkiego cierpienia." Naszym najwyższym zadaniem i obowiązkiem jest chronić domy zwykłych ludzi przed koszmarami i niedolami kolejnej wojny. Jesteśmy w tym wszyscy zgodni. Nasi amerykańscy koledzy wojskowi, po ogłoszeniu swoich "ogólnych założeń strategicznych" i policzywszy dostępne środki, zawsze przechodzą do następnego etapu - mianowicie, metody. I tu znów istnieje powszechna zgoda. ONZ, organizacja światowa powołana przede wszystkim do zapobiegania wojnie, spadkobierca Ligi Narodów, z decydującym dodatkiem w postaci Stanów Zjednoczonych i wszystkim, co to oznacza, już działa. Musimy się upewnić, że jej praca owocuje, że jest rzeczywistością, a nie udawaniem, że jest motorem działania, a nie tylko biciem piany słów, że to prawdziwa świątynia pokoju, w której może jakiegoś dnia tarcze wielu narodów zawisną w górze, a nie tylko nadbudówka Wieży Babel. Zanim odrzucimy stałe zabezpieczenia samozachowawcze w postaci narodowych arsenałów, musimy być pewni, że nasza świątynia jest zbudowana nie na lotnych piaskach czy bagnach, ale na skale. Każdy może zobaczyć na własne otwarte oczy, że nasza droga będzie trudna a także długa, ale jeśli wytrwamy razem, jak to czyniliśmy podczas dwóch wojen światowych - chociaż, niestety, nie między nimi - nie wątpię, że osiągniemy w końcu nasz wspólny cel.

Mam jednak określoną i praktyczną propozycję przyczynienia się do działania. Sądy i sędziów administracyjnych można ustanowić, ale nie będą mogli działać bez szeryfów i konstabli. Organizacja Narodów Zjednoczonych powinna być od zaraz wyposażana w międzynarodowe siły zbrojne. W tej sprawie możemy jedynie iść krok po kroku, ale musimy zacząć teraz. Proponuję, żeby każde z mocarstw i państw było zaproszone do oddelegowania pewnej liczby eskadr lotniczych do obsługi światowej organizacji. Eskadry te szkolone byłyby i przygotowywane w ich własnych krajach, ale krążyłyby na przemian między innymi. Nosiłyby uniformy ich własnych krajów, ale inne odznaki. Nie wymagano by od nich, by występowali przeciw własnemu narodowi, ale by mieli wzgląd na polecenia światowej organizacji. Można by to zacząć w najskromniejszym stopniu, i rozwijać w miarę wzrostu zaufania. Chciałem już coś takiego widzieć po pierwszej wojnie światowej, i nabożnie wierzę, iż można to zrobić bezzwłocznie. Niemniej jednak byłoby niewłaściwą i nieostrożną rzeczą powierzyć tajną wiedzę czy doświadczenia nad bombą atomową , które teraz dzielą Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Kanada światowej organizacji, kiedy ta jest jeszcze w powijakach. Byłoby zbrodniczym szaleństwem rzucić je na fale tego jeszcze wzburzonego i nie zjednoczonego świata. Nikt w jakimkolwiek kraju nie śpi mniej dobrze w swoim łóżku z tego powodu, że ta wiedza, metody i surowce do jej stosowania, znajdują się obecnie w wielkiej mierze w amerykańskich rękach. Nie wierzę, że powinniśmy wszyscy spać tak zdrowo, żeby nasza sytuacja się odwróciła, i żeby jakieś komunistyczne czy neo-faszystowskie państwo zmonopolizowało na jakiś czas te straszne środki. Sam strach przed nimi samymi mógłby łatwo zostać użyty do narzucenia totalitarnych systemów wolnemu demokratycznemu światu, z konsekwencjami przerażającymi dla ludzkiej wyobraźni. Bóg zechciał, żeby tak się nie stało i mamy przynajmniej chwilę oddechu, ażeby doprowadzić nasz dom do porządku, zanim to niebezpieczeństwo się spełni: a nawet wówczas, jeśli nie będziemy szczędzić wysiłków, powinniśmy nadal posiadać na tyle wielką przewagę, żeby wprowadzić skuteczne środki zapobiegawcze przed jej użyciem, czy też groźbą użycia przez innych. W końcu, gdy rzeczywiste braterstwo ludzkie naprawdę się ucieleśni i wyrazi w światowej organizacji z wszystkimi koniecznymi praktycznymi gwarancjami do uczynienia jej skuteczną, moce te zostałyby naturalnie powierzone tej światowej organizacji.

Teraz przejdę do drugiego zagrożenia z tych dwóch maruderów, jacy zagrażają wiejskiej chacie, domowi i zwykłym ludziom - mianowicie, tyranii. Nie możemy być ślepi na fakt, że wolności, jakimi cieszą się indywidualni obywatele w całym Imperium Brytyjskim są bez znaczenia dla znacznej liczby krajów, z których niektóre są bardzo potężne. W państwach tych poprzez różnego rodzaju wszechogarniające policyjne rządy narzuca się kontrolę zwykłym ludziom. Władza państwowa jest sprawowana bez ograniczeń, albo przez dyktatorów albo przez wąskie oligarchie, działające poprzez uprzywilejowane partie i polityczne policje. Nie jest naszym obowiązkiem w tej sytuacji, gdy trudności są tak liczne, ingerować usilnie w wewnętrzne sprawy krajów, których nie pokonaliśmy podczas wojny. Ale nie wolno nam nigdy przestać głosić w nieugięty sposób wielkich zasad wolności i praw człowieka, które są łącznym dziedzictwem anglojęzycznego świata i które przez Magna Carta, Bill of Rights, Habeas Corpus, akta prawne , procesy sądowe i angielskie prawo zwyczajowe znajdują swój najsławniejszy wyraz w amerykańskiej Deklaracji Niepodległości. Wszystko to znaczy, że ludzie jakiegokolwiek kraju mają prawo, i powinni mieć możność poprzez konstytucyjne działanie i wolne wybory z tajnym głosowaniem wybierać lub zmieniać charakter lub formę rządu kraju, w którym mieszkają; że powinna panować wolność wypowiedzi i myśli; że sądy sprawiedliwe, niezależne w działaniu, bez jakiejkolwiek partyjnej stronniczości powinny zarządzać prawem, które otrzymało szeroką aprobatę dużych większości albo jest uświęcone przez czas i zwyczaj. Oto są akta własności wolności, które powinny leżeć w każdym domu. Oto orędzie Brytyjskiego i Amerykańskiego narodu do ludzkości. Głośmy, co praktykujemy - praktykujmy, co głosimy. Ustaliłem dwa wielkie zagrożenia, który zagrażają ludzkim domom: wojnę i tyranię. Jeszcze nie mówiłem o nędzy i niedostatku, które stanowią w wielu przypadkach przeważającą obawę. Ale jeśli niebezpieczeństwo wojny i tyranii zostanie usunięte, to nie ma wątpliwości, że nauka i współpraca będą mogły upowszechnić w świecie, niedawno uczącym się w surowej szkole wojny, w ciągu następnych kilku lat, a na pewno kilku następnych dekad, materialny dobrobyt przekraczający dotychczasowe ludzkie doświadczenie. Teraz, w tym ponurym i trudnym momencie, pogrążamy się w głodzie i udręce, który są następstwem naszej niesłychanej walki; lecz to minie i może minąć szybko; nie ma powodu, prócz ludzkiego szaleństwa albo człekokształtnej zbrodni, żeby odmawiać wszystkim narodom wprowadzenia i korzystania z wieku obfitości. Często używałem słów, których nauczyłem się pięćdziesiąt lat temu od wielkiego amerykańskiego oratora irlandzkiego pochodzenia, mojego przyjaciela, Pana Bourke Cockrana: "Jest dość dla wszystkich. Ziemia jest hojną matką; zapewni wszystkim swoim dzieciom obfitość jadła, jeśli tylko będą uprawiać jej glebę w sprawiedliwości i w pokoju." Jak dotąd czuję, że jesteśmy całkiem zgodni. Teraz, gdy wciąż poszukujemy metody realizacji naszej ogólnej koncepcji strategicznej, przystępuję do sedna tego, z czym przyjechałem tutaj. Ani niezawodnego zapobiegania wojnie, ani ciągłego wzrostu światowej organizacji nie uzyska się bez tego, co nazwałem braterskim związkiem anglojęzycznych narodów. Oznacza to specjalne stosunki między Wspólnotą Brytyjską i Imperium a Stanami Zjednoczonymi. To nie czas na ogólniki, więc zaryzykuję dokładność. Braterski związek wymaga nie tylko rosnącej przyjaźni i wzajemnego zrozumienia między naszymi dwoma ogromnymi lecz pokrewnymi systemami społecznymi, ale też trwałości poufnych stosunków między naszymi wojskowymi doradcami, prowadzącymi wspólne badania potencjalnych zagrożeń, podobieństwa broni i podręczników instruktażowych, a także wymiany oficerów i kadetów na politechnikach . Wspólne korzystanie z wszystkich baz morskich i lotniczych, będących w posiadaniu obu naszych państw na całym świecie powinno zapewnić trwałość obecnym urządzeniom dla wzajemnego bezpieczeństwa. Podwoiłoby to mobilność amerykańskiej marynarki wojennej i sił powietrznych. Znacznie powiększyłoby takową wojsk Imperium Brytyjskiego i mogłoby właściwie prowadzić, o ile i gdy świat się uspokoi, do istotnych finansowych oszczędności. Już używamy razem dużej liczby wysp; może dobrze by było w niedalekiej przyszłości jeszcze więcej powierzyć naszej wspólnej trosce?

Stany Zjednoczone mają już trwałe porozumienie obronne z Dominium Kanady, który jest z takim oddaniem przywiązane do Wspólnoty Brytyjskiej i Imperium. Porozumienie to jest bardziej skuteczne od wielu podobnych, a często formalnych przymierzy. Zasadę tę należy rozszerzyć na wszystkie Wspólnoty Brytyjskie z pełną wzajemnością. Tak, cokolwiek się dzieje, i tylko tak, zabezpieczymy się i będziemy zdolni pracować razem dla wzniosłych i prostych powodów, które są nam drogie i nikomu źle nie wróżą. Ostatecznie może zapanować - czuję, że ostatecznie zapanuje - zasada wspólnego obywatelstwa, ale to możemy pozostawić przeznaczeniu, którego rozpostarte ramię wielu z nas może już jasno widzi.

Istnieje jednak poważne pytanie, na które musimy odpowiedzieć. Czy specjalne stosunki między Stanami Zjednoczonymi i Wspólnotą Brytyjską byłyby zgodne z naszą lojalnością wobec organizacji światowej? Odpowiadam, że przeciwnie; jest to prawdopodobnie jedyny sposób, żeby ta organizacja osiągnęła swój pełny wzrost i siłę. Już istnieją szczególne stosunki Stanów Zjednoczonych z Kanadą, o których tylko co wspomniałem, i są też specjalne stosunki między Stany Zjednoczone i republikami południowo-amerykańskimi. My Brytyjczycy mamy nasz dwudziestoletni Traktat o Współpracy i Wzajemnej Pomocy ze Związkiem Radzieckim. Zgadzam się z Panem Bevinem, Ministrem Spraw Zagranicznych Wielkiej Brytanii, że mógłby być i pięćdziesięcioletni, do tego stopnia jesteśmy nim zainteresowani. Bo naszym celem nie jest nic innego, tylko pomoc wzajemna i współpraca. Brytyjczycy mają przymierze z Portugalią nie złamane od 1384, które dało owocne wyniki w krytycznych momentach ostatniej wojny. Żadne z nich nie koliduje z ogólnym zainteresowaniem światowym porozumieniem czy światową organizacją; przeciwnie, one pomogą im. "W domu mego Ojca mieszkań jest wiele." Specjalne stowarzyszenia między członkami Organizacji Narodów Zjednoczonych, które nie mają agresywnych zamiarów przeciw jakiemukolwiek innemu państwu, które nie kryją niezgodnych z Kartą Organizacji Narodów Zjednoczonych planów, dalekich od szkodzenia innym, są zbawienne i, jak wierzę, niezbędne.

Mówiłem wcześniej o Świątyni Pokoju. Robotnicy z wszystkich krajów powinni budować tę świątynię. Jeśli dwóch robotników zna się bardzo dobrze i są starymi przyjaciółmi, jeśli ich rodziny są przemieszane, i jeśli mają "wiarę we wspólne cele, nadzieję we wspólną przyszłość i miłosierdzie dla wspólnych wad" - że zacytuję pewne trafne słowa, które czytałem tu któregoś dnia - to dlaczego by nie mogli pracować razem nad wspólnym zadaniem jako przyjaciele i partnerzy? Dlaczego by nie mieli dzielić się swoimi narzędziami i tak pomnażać swoje moce produkcyjne? Naprawdę muszą tak robić, bo inaczej świątynia może nie być zbudowaną, albo zbudowana może upaść, a my wszyscy udowodnimy znów, żeśmy się niczego nie nauczyli i będziemy musieli pójść i próbować uczyć się znowu, po raz trzeci w szkole wojny, nieporównanie bardziej surowej niż te, z których dopiero co zostaliśmy wypuszczeni. Ciemne wieki mogą wrócić, epoka kamienna może wrócić na błyszczących skrzydłach nauki, i to co mogłoby teraz wylać niezmierzone materialne błogosławieństwo na rodzaj ludzki , może nawet spowodować jego całkowite zniszczenie. Strzeż się, mówię; czas może być krótki. Nie pozwólmy, aby bieg zdarzeń niósł nas dalej aż będzie za późno. Jeśli ma istnieć braterskie stowarzyszenie, które tu opisałem, z całą extra siłą i bezpieczeństwem, jakie oba nasze kraje mogą zeń wywieść, upewnijmy się, że ten wielki fakt jest znany światu, i że odgrywa uspokajającą i stabilizującą rolę dla fundamentów pokoju. Istnieje droga mądrości. Zapobieganie jest lepsze od leczenia.
Cień padł na scenę tak ostatnio rozświetloną zwycięstwem aliantów. Nikt nie wie, co w najbliższej przyszłości zamierza Sowiecka Rosja i jej międzynarodowa organizacja komunistyczna, albo czy są jakieś granice, o ile są, ich ekspansjonistycznych i prozelitycznych skłonności. Mam głęboki podziw i szacunek dla dzielnego ludu rosyjskiego i dla mego towarzysza okresu wojny, marszałka Stalina. Istnieje w Brytanii głęboka sympatia i życzliwość - i nie wątpię, że tu również - dla ludów wszech Rusi i postanowienie, aby wytrwać mimo wielu różnic i niepowodzeń w tworzeniu trwałych przyjaźni. Rozumiemy rosyjską potrzebę zabezpieczenia swych zachodnich granic przez usunięcie wszelkiej możliwości niemieckiej agresji. Witamy Rosję na jej prawnie należnym miejscu wśród wiodących narodów świata. Witamy jej flagę na morzach. Przede wszystkim mile witamy stałe, częste i rosnące kontakty pomiędzy narodem rosyjskim i naszymi własnymi narodami po obu stronach Atlantyku. Jest jednak moim obowiązkiem, albowiem jestem pewien, że życzylibyście sobie, abym wyłuszczył wam fakty jak je widzę, przedstawić wam realia obecnej sytuacji w Europie.

Od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Adriatykiem w poprzek kontynentu opadła żelazna kurtyna. Poza tą linią leżą wszystkie stolice odwiecznych państw Europy centralnej i wschodniej. Warszawa, Berlin, Praga, Wiedeń, Budapeszt, Belgrad, Bukareszt i Sofia, wszystkie te sławne miasta i ludność wokół nich znajdują się teraz w czymś, co nazwać muszę radziecką sferą, i wszystkie są przedmiotem, w takiej czy innej formie, nie tylko radzieckiego wpływu, ale bardzo wysokiego, a w wielu wypadkach wciąż rosnącego stopnia kontroli bezpośredniej z Moskwy. Ateny jedynie - Grecja z jej nieśmiertelną chwałą - ma swobodę decydowania o swojej przyszłości w wyborach przy udziale brytyjskich, amerykańskich i francuskich obserwatorów. Zdominowany przez Rosjan polski Rząd został zachęcony do dokonania ogromnych i bezprawnych najazdów na Niemcy, i mają teraz miejsce masowe wysiedlenia milionów Niemców na godną pożałowania i nieprawdopodobną skalę. Partie komunistyczne, które były bardzo małe we wschodniej części Europy, zostały wyniesione do władzy i potęgi, dalece przekraczających liczbę ich członków, i starają się wszędzie zdobyć totalitarną kontrolę. Policyjne rządy tryumfują w większości przypadków, i jak dotąd , oprócz Czechosłowacji, nie ma prawdziwej demokracji. Turcja i Persja są głęboko zaniepokojone żądaniami, z jakimi wobec nich występuje i presją jaką na nie wywiera rząd moskiewski. W Berlinie Rosjanie próbują zbudować quasi - komunistyczną partię w ich strefie okupowanych Niemiec przez okazywanie specjalnych względów liderom lewicowych ugrupowań niemieckich. Pod koniec ostatniego czerwca, zgodnie z wcześniejszym porozumieniem, amerykańskie i brytyjskie armie wycofały się na zachód na odległość około 150 mil w niektórych punktach na froncie prawie czterystu mil, aby umożliwić naszym rosyjskim sprzymierzeńcom zajęcie tego ogromnego terytorium, które zachodnie demokracje zdobyły.

Jeśli teraz rząd radziecki próbuje, działając niezależnie, zbudować na swoich obszarach pro-komunistyczne Niemcy, to spowoduje to nowe poważne trudności w brytyjskiej i amerykańskiej strefie i da pokonanym Niemcom możność wystawienia się na licytację między Sowietami i zachodnimi demokracjami. Jakichkolwiek by wniosków nie wyciągać z tych faktów - faktów, jakimi są - to jest pewne, że nie jest to wyzwolona Europa, o jakiej budowę walczyliśmy. I nie ma w niej niczego, co by zawierało rzeczy niezbędne dla trwałego pokoju.

Bezpieczeństwo świata wymaga nowej jedności w Europie, z której żaden naród nie powinien być na trwale wykluczony. Z kłótni silnych i rdzennych plemion w Europie zrodziły się wojny światowe, których byliśmy świadkami, lub które zdarzały się w dawnych czasach. Dwa razy w naszym własnym życiu zobaczyliśmy Stany Zjednoczone - wbrew ich życzeniom i ich tradycjom, wbrew argumentom, siły których niemożliwym jest nie pojmować - wciągane z nieodpartą siłą w te wojny, by zapewnić w ostatniej chwili zwycięstwo dobrej sprawie, ale też po strasznych rzeziach i dewastacjach. Dwukrotnie Stany Zjednoczone musiały wysłać kilka milionów swoich chłopców za Atlantyk, by znaleźć wojnę; ale teraz wojna może znaleźć każdy naród, gdzie by nie był między zmierzchem a świtem. Z pewnością powinniśmy działać razem świadomi celu, jakim jest wielka pacyfikacja Europy, w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych i zgodnie z jej Kartą. Jest to , sądzę, otwarta sprawa polityczna bardzo dużego znaczenia. Przed żelazną kurtyną, która wisi w poprzek Europy są inne powody do niepokoju. We Włoszech Partia Komunistyczna jest poważnie skrępowana wymuszaniem na niej poparcia dla roszczeń wyszkolonego przez komunistów komendanta Tito do byłego włoskiego terytorium w głowie Adriatyku. Niemniej jednak przyszłość Włoch waży się. Nie można sobie również wyobrazić odrodzonej Europy bez silnej Francji. Przez całe swoje publiczne życie pracowałem dla silnej Francji i nigdy nie utraciłem wiary w jej przeznaczenie, nawet w najciemniejszych godzinach. Nie stracę jej i teraz. Jednak w wielkiej liczbie krajów, dalekich od rosyjskich granic, we wszystkich częściach świata, tworzone są komunistyczne piąte kolumny i działają w pełnej jedności i absolutnym posłuszeństwie wobec dyrektyw, które otrzymują z komunistycznego centrum. Z wyjątkiem Wspólnoty Brytyjskiej i Stanów Zjednoczonych, gdzie komunizm jest w powijakach, komunistyczne partie lub piąte kolumny stwarzają rosnące wyzwanie i niebezpieczeństwo dla chrześcijańskiej cywilizacji. Są to ciemne fakty dla każdego, kto je musi wyliczać w dzień zwycięstwa uzyskanego dzięki wspaniałemu braterstwu broni, w imię wolności i demokracji; ale nie powinniśmy być na tyle niemądrzy, żeby nie stawić im czoła póki czasu staje.

Niepokojący jest też widok Dalekiego Wschodu, a szczególnie Mandżurii. Porozumienie, które zawarto w Jałcie, a którego byłem stroną, było niezmiernie łaskawe dla Rosji Radzieckiej, ale też zostało zawarte w czasie, kiedy nikt nie mógł stwierdzić, że wojna z Niemcami nie może przeciągnąć się na lato i jesień 1945, i kiedy spodziewano się, że wojna japońska potrwa jeszcze dalszych 18 miesięcy po zakończeniu niemieckiej. W tym kraju jesteście wszyscy tak dobrze poinformowani o Dalekim Wschodzie, i tak oddani chińskim przyjaciołom, że nie muszę rozwodzić się nad tamtejszą sytuacją.

Czułem się zobowiązany sportretować cień, który podobnie jak na zachodzie i na w wschodzie pada na świat. Byłem wysokim posłem, kiedy podpisywano Traktat Wersalski i bliskim przyjacielem Pana Lloyd-George'a, który był szefem brytyjskiej delegacji w Wersalu. Nie zgadzałem się z wieloma rzeczami, które tam zostały uczynione, ale mam w swoim umyśle bardzo wyraźne wspomnienie tamtej sytuacji, i znajduję bolesny kontrast z tym, co dominuje teraz. Istniały wówczas wielkie nadzieje i bezgraniczna pewność, że wojny się skończyły, i że Liga Narodów stanie się wszechmocna. Nie widzę, ani nie czuję w dzisiejszych czasach tej samej ufności czy nawet takich samych nadziei w wynędzniałym świecie. Z drugiej strony odrzucam myśl, że nowa wojna jest nieunikniona; a jeszcze bardziej, że jest bliska. Jest tak, ponieważ jestem pewien, że nasze losy są nadal w naszych własnych rękach i że mamy możliwość uratować przyszłość, co czuję się zobowiązany wyrazić teraz, skoro mam powód i sposobność. Nie wierzę, żeby Sowiecka Rosja pragnęła wojny. To, czego oni pragną to owoce wojny i nieograniczona ekspansja ich władzy i doktryn. Ale my tu dziś musimy, na ile czasu stanie, zastanowić się nad trwałym zapobieganiem wojnie i stworzeniem warunków wolności i demokracji tak szybko jak to tylko możliwe we wszystkich krajach. Nasze trudności i zagrożenia nie zostaną usunięte przez zamykanie na nie naszych oczu. Nie zostaną usunięte przez zwykłe wyczekiwanie na to, co się zdarzy; ani nie będą usunięte przez politykę ustępstw. To, czego trzeba, to porozumienie, i im dłużej będzie ono odwlekane, tym będzie trudniejsze i tym większe nam zagrożenia przyniesie.

Z tego, co widziałem u naszych rosyjskich przyjaciół i sprzymierzeńców z czasów wojny, wiem, że niczego oni tak nie podziwiają jak siła, i niczym tak nie gardzą jak słabość, zwłaszcza słabość militarna. Z tej przyczyny stara doktryna równowagi sił jest niezdrowa. Nie możemy sobie pozwolić na działanie na wąskiej krawędzi, nastręczającej różne pokusy próby sił. Jeśli zachodnie demokracje wytrwają razem w skrupulatnym przestrzeganiu zasad Karty Narodów Zjednoczonych, to ich wpływ na upowszechnienie się tych zasad będzie ogromny i prawdopodobnie nie znajdzie się nikt, kto by im się naprzykrzał. Jeśli jednak podzielą się lub zaniedbają swoich obowiązków i pozwolą, by te nader ważne lata umknęły bezczynnie, to rzeczywiście katastrofa może nas wszystkich przytłoczyć.

Poprzednim razem widziałem to wszystko, co nadchodzi i wołałem głośno do moich rodaków i do świata, ale nikt na to zwracał jakiejkolwiek uwagi. Do roku 1933, czy nawet 1935, można było Niemcy uchronić od strasznego fatum, jakie je ogarnęło, i nam samym oszczędzić niedoli, w jakie Hitler zepchnął ludzkość. Nie było w całej historii wojny łatwiejszej do uniknięcia - przez zadziałanie w porę - od tej jednej, która dopiero co zniszczyła takie wielkie obszary globu. W moim przekonaniu można jej było zapobiec bez jedynego strzału, a Niemcy byłyby dzisiaj potężne, rozwinięte i szanowane ; ale nikt nie słuchał, i jeden po drugim byliśmy wszyscy wsysani w ten straszny wir. Z pewnością nie możemy pozwolić, żeby to się znów powtórzyło. Można to osiągnąć teraz, w 1946 roku, tylko przez właściwe porozumienie we wszystkich punktach z Rosją w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych i przez utrzymanie tego porozumienia przez wiele lat pokoju, przez ów światowy instrument, wspierany z całą siłą przez anglojęzyczny świat i wszystkie jego związki. Jest to rozwiązanie, które z poważaniem ofiarowuję Wam w tym przemówieniu, któremu nadałem tytuł "Ścięgna Pokoju".

Niech nikt nie bagatelizuje trwałej siły brytyjskiego Imperium i Wspólnoty. Chociaż widzicie 46 milionów na naszej wyspie zaniepokojonych o - regularne podczas wojny - dostawy żywności, której otrzymują tylko połowę, albo chociaż mamy trudności we wznowieniu działania naszego przemysłu i eksportu handlowego po sześciu latach żarliwego wysiłku wojennego, nie sądźcie, że nie przetrwamy tych ciemnych lat niedostatku, jak przetrwaliśmy chlubne lata udręki, albo że za pół wieku nie zobaczycie 70 lub 80 milionów Brytyjczyków rozsianych po świecie i zjednoczonych w obronie naszych tradycji, naszego sposobu życia i światowych spraw, które wy i my popieramy. Jeśli populacja anglojęzycznych Wspólnot Narodów zostanie dodana do tej, jaką tworzą Stany Zjednoczone z wszystkim, co taka kooperacja oznacza w powietrzu, na morzu i na całym globie, w nauce i w przemyśle, w moralnej sile, nie będzie chwiejnej, niepewnej równowagi sił, nastręczającej ambicjonalne i awanturnicze pokusy. Przeciwnie, będzie przemożna pewność bezpieczeństwa. Jeśli będziemy wierni Karcie Organizacji Narodów Zjednoczonych i kroczyć naprzód ze spokojną i trzeźwą siłą, nie szukając niczyich ziem ani skarbów, nie starając się zapanować nad myślami ludzkimi; jeśli wszystkie brytyjskie siły moralne i materialne zostaną połączone z waszymi własnymi w braterskim związku, drogi przyszłości zostaną utorowane, nie tylko dla nas, lecz wszystkich, nie tylko dla naszych czasów, ale i stulecia, które nadchodzi."

 

Tekst w języku angielskim na stronie National Churchill Museum

Przemówienie w wersji audio (YouTube)

Powrót na górę

Watykan

Publicystyka

Czy wiesz ...

Encyklopedia

Europa

Społeczeństwo