Menu

Prawda i męczeństwo - wczoraj i dziś

Bł. ks. Jerzy Popiełuszko Bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Współcześnie termin „męczennik" jest kojarzony przede wszystkim z cierpieniem. Samo jednak pojęcie wywodzi się ze starożytnej greki, gdzie słowo martys oznacza „świadka", a martyrion oznacza „świadectwo" [1].

W Nowym Testamencie terminy te pojawiają się kilka razy, m.in. na oznaczenie działalności Apostołów będących świadkami Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa (Łk 24,48). Skojarzenie z cierpieniem jest tu wyjątkowo adekwatne ponieważ wszyscy Apostołowie, z wyłączeniem Jana, zginęli śmiercią męczeńską. Giną oni w wyniku głoszenia Prawdy, której nie można przemilczeć. Prawda ta nie pozwala człowiekowi ją znającemu, przyjąć postawę bierną. Znajomość Prawdy niejako przynagla do zajęcia postawy aktywnej, do jej głoszenia. W konsekwencji następuje starcie (agon – gr. walka) dwóch stanowisk. Jest to starcie, w którym głosiciel Prawdy - docześnie rzecz ujmując – zazwyczaj przegrywa, często ginąc śmiercią męczeńską, jednak – paradoksalnie – tym samym sama Prawda zostaje obroniona i potwierdzona. Wówczas Prawda niejako unaocznia się innym – dotychczas jej nieznającym. Okazuje się, że z krańcowej konfrontacji Prawdy i Nieprawdy, zwycięsko zawsze wychodzi ta pierwsza, chociaż często okupiona jest życiem samego świadka. Dawanie świadectwa wiąże się z cierpieniem, które w tajemnicy Ducha Świętego staje się nasieniem chrześcijaństwa.

Męczeństwo w pierwszych wiekach po Chrystusie związane było ze starciem rodzącego się chrześcijaństwa i pogańskiego świata imperium rzymskiego. Chrześcijaństwo jako religia głosząca Chrystusa ukrzyżowanego było „zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan" (1Kor 1,23). Cesarze rzymscy uzurpując sobie prawo do swojej boskości, nie godzili się, aby ktokolwiek mógł odmawiać złożenia im hołdu jako bogom. Z tego też względu chrześcijanie byli prześladowani, torturowani i niejednokrotnie ginęli śmiercią męczeńską. Los taki spotkał m.in. Perpetuę i Felicytę. Perpetua była młodą kobietą pochodzącą z zamożnej rzymskiej rodziny, która wraz ze swoją niewolnicą przeszła na chrześcijaństwo. Wszelkie próby odciągnięcia ich od wiary – łącznie z prośbami ojca Perpetuy kończą się fiaskiem. Z tego też względu katechumeni zostają skazani na śmierć – rozszarpanie przez zwierzęta. Istotą tej ofiary nie jest sama śmierć, ale świadectwo dane poprzez śmierć. Dlatego też spisując świadectwo ich śmierci chciano rozsławić je dla chwały Bożej, aby ludzie chwiejnej wiary, a także ci, którzy jej nie mają wcale, nie sądzili, że tylko w dawnych czasach Bóg obdarzał ludzi swą łaską zsyłając im czy to męczeństwo, czy to objawienia. Bóg bowiem zawsze dotrzymuje swoich obietnic, aby przekonać niewierzących, a nagrodzić wiernych. Męczeństwo spisane zostało zatem jako świadectwo dla osób chwiejnej wiary lub tych, które nie mają jej wcale. Męczeństwo zatem ma prowadzić nie do samych męczenników, ale poprzez nich i ich czyn do Jezusa Chrystusa: Pragniemy aby ci spośród was, którzy w tym uczestniczyli, raz jeszcze uświadomili sobie chwałę Bożą, zaś ci, którzy teraz o tym dopiero usłyszeli, mogli mieć współuczestnictwo ze świętymi męczennikami, a przez nich z naszym Panem Jezusem Chrystusem.

Wspaniale istotę świadectwa oddają słowa Perpetuy skierowane do jej ojca próbującego odwieść ją od męczeństwa: Podczas gdy przebywaliśmy jeszcze z naszymi strażnikami, ojciec bardzo pragnął odwieść mnie od wiary i, powodowany miłością do mnie, nie ustawał w próbach zawrócenia mnie z obranej drogi. Wtedy to powiedziałam: „Ojcze, czy widzisz na przykład stojące tam oto naczynie, dzbanuszek, czy coś innego?" „Widzę" — odrzekł ojciec. „A czy możesz je nazwać inaczej niż tym, czym jest ono rzeczywiście?" „Nie, nie mogę" — odpowiedział. „Tak samo i ja nie mogę nazwać siebie inaczej, jak tylko tym, kim jestem faktycznie, a więc — chrześcijanką. Perpetua zatem nie czyni niczego nadzwyczajnego – ona daje świadectwo rzeczywistości, faktowi jakim jest Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Dla osoby niewierzącej taka postawa może być zupełnie niezrozumiała czy wręcz teatralna (jak oceniał je cesarz-filozof Marek Aureliusz stwierdzając, że chrześcijanie przyjmują pozę tragiczną[2]). Jednak dla chrześcijan obdarzonych łaską wiary, wiary, która ukazuje Prawdę, jest to nic innego jak przyjęcie postawy zgodnej z rzeczywistością, z faktami. Jej zewnętrzna postawa jest świadectwem, tego co widzą oczy jej duszy.

Od czasów starożytnych przeminęła postać tego świata (Kor1, 7,31), upadło imperium rzymskie, a chrześcijaństwo stało się dominująca religią Europy. Jednak jeszcze nie tak dawno, w samym sercu Europy, w Polsce, byliśmy świadkami starcia agresywnej ideologii ateistycznej i komunistycznej z kościołem katolickim. Symbolem tego starcia może być życie i śmierć księdza Jerzego Popiełuszki, człowieka, który walczył o wolność, a któremu przyszło narodzić się i umrzeć w zniewolonej Polsce. Jednak on sam, był człowiekiem wewnętrznie wolnym, a fundamentem jego niezłomnej postawy była żywa wiara. Odprawiane przez niego na początku lat 80. Msze Święte za Ojczyznę przyciągały kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt tysięcy osób. Jego jednoznaczna postawa wobec niesprawiedliwości i kłamstwa (nieprawdy) ówczesnego systemu wywoływała głęboką nienawiść ze strony ówczesnych rządzących. Nienawiść ta przejawiała się bardzo konkretnie i namacalnie przez prześladowanie księdza Jerzego – zastraszanie, próby dezawuowania jego osoby poprzez oszczercze artykuły w reżimowej prasie[3] czy nieudane próby zamachu na jego życie. Już „tylko" to wystarczyło, aby jego życie naznaczone było prawdziwym męczeństwem.

Jednak podobnie jak Perpetua i Felicyta, ksiądz Jerzy nie dał się ani zastraszyć, ani przekupić „racjami" i wciąż odważnie głosił słowo Boże odnosząc je do zła PRL'u. O bliskości ks. Popiełuszki z Chrystusem świadczą jego znajomi: był nadzwyczaj dojrzały – zapewnia ksiądz infułat Król. – Siłę do tego, co robił, czerpał z modlitwy. Dzięki temu chyba mógł z jakimś niewytłumaczalnym spokojem wkalkulować w swą działalność śmierć. Ksiądz Jerzy nie szukał męczeństwa, jednak się go nie lękał dlatego też świadomy zagrożenia niejednokrotnie powtarzał: Jestem gotowy na wszystko[4]. O związku między głoszeniem Prawdy a cierpieniem ksiądz Jerzy powiedział: Zdaję sobie sprawę, że za prawdę trzeba cierpieć. (...) Jestem przekonany, że to, co robię jest słuszne. I dlatego jestem gotowy na wszystko . Znamienne są też jego słowa wypowiedziane do znajomej, która ostrzegała go przed grożącą śmiercią: Czasami przez śmierć można więcej powiedzieć niż za życia[5].

19 października 1984 r. Ksiądz Jerzy Popiełuszko został bestialsko zamordowany przez pracowników Służby Bezpieczeństwa PRL. Niewątpliwie śmierć księdza Jerzego była jego ostatnim ziemskim aktem w jego walce o Prawdę. Szacuje się, że na pogrzebie księdza Jerzego przybyło blisko 1 milion osób. Śmierć księdza Jerzego ukazywała Prawdę o godności osoby ludzkiej, o tym, że każdy człowiek jest Bożym stworzeniem, a żaden system i żaden człowiek nie ma prawa gardzić innym człowiekiem i go zniewalać.

Kształt tego świata przemija, jednak nie przemija to, co jest nieprzemijalne – Prawda i jej świadkowie. Oni trwają wiecznie.


 

[1] Pierwsi świadkowie, Pisma Ojców Apostolskich, Wydawnictwo M, Kraków 2010, s. 417.

[2] Ibidem, s. 377.

[3] Jerzy Urban (jako Jan Rem), Seanse nienawiści, Tu i teraz, nr 38 z 19 września 1984 r. Zob. Świadek Prawdy. Życie i śmierć księdza Jerzego Popiełuszki, Milena Kindziuk, Święty Paweł, Częstochowa 2010, s. 240.

[4] Ibidem, s. 244.

[5] Ibidem, s. 242.

Powrót na górę

Watykan

Publicystyka

Czy wiesz ...

Encyklopedia

Europa

Społeczeństwo